piątek, 14 sierpnia 2015

Tate Britain

Ktoś by chciał powiedzieć, że tam tylko leje i on tam nie pojedzie. Jedyny powód to taki, że leje. Pomija fakt, że go to niby za dużo kosztuje. Ważne, że leje i on nie pojedzie. Amen.

Po kilku słonecznych dniach Dee miała serdecznie dość i upału i jeszcze raz upału. Ważne, że nie miała dość ludzi. Ludzi, którzy mówią innymi językami. Którzy wypowiadają swoje myśli z serca, a nie z innej części ciała, którą nasi by źle kojarzyli.
Mówiła, że nie zawsze ich rozumiała. Nie zawsze wiedziała o czym mówią.
Widziała jednak uśmiechy i życzliwość.
A z każdym dniem uczyła się nowego zakresu językowego.

Upał. Dość upału. Przyszedł czas na tę ogromną ulewę zwaną niewinną mżawką w okolicach Big Bena i London Eye.
Dee pokierowała swoje myśli tonące w szczęściu przebywania w tym miejscu wraz z kolejnymi krokami ku Tate Britain, zwanego inaczej od tego dnia domem wariatów. Padało. Bardziej. Mocniej. Mżawka ustała. Zaczęła się ulewa. Po tak długim czasie oczekiwań.

"Znalazłam się tu po to, by doświadczać, bo tak jak Paul powiedział, doświadczenie jest ważniejsze od zapisanej w głowie książki ważącej tonę. Ważne jest tylko to, co doświadcza all your body, nie tylko head.
Miał racje. Stoję w deszczu. Na moście. Myśli rozpływają się z każdą kolejną kroplą, ale ciało pozostaje stabilne. Stoję w deszczu. Nie jestem z cukru. Nie rozpuszczam się. Hydrofobowa część mnie stoi i nie chce iść dalej. Tylko myśli biegną i nie mogę za nimi nadążyć.
Czy wszystko co robię ma w ogóle sens.
Są takie chwile w życiu każdego człowieka, kiedy zastanawia się nad tym, czego chce jeszcze doświadczyć. Ja chcę być wszędzie. Myśl pierwsza..
Ja chcę być nigdzie indziej niż tu gdzie teraz stoję. Myśl druga..
Bo jestem szczęśliwa. Chociaż leje. Pada mi na głowę i nowy czarno-pogrzebowy kapelusz.
Wybacz mi za nazwę. Ale Ktoś, Wielki Ktoś nosił niegdyś podobny.
A ja chcę Mu dorównać wielkości, bo go kocham. Kochałam.. W zasadzie nadal kocham, ale trochę inaczej.
Big Ben wybija godzinę. Godzinę odpowiednią do czekania na otwarte niebo bez deszczu.
Myśli przepływają zbyt szybko."

Dee nie mogła się powstrzymać przed czynnością jaką właśnie wykonała. Usiadła. Tak po prostu. Na mokrym chodniku, na środku mostu. Na środku Tamizy. I obserwowała jak pośród toczącej się w zakolach wody tworzy się wszystko o czym myśli.
I tam też widzi strzelające wodne iskry zamieniające się w coś czego może posłuchać.
I słychać ton bijących mocno fal. Bijących słów od sobiepańskiej, londyńskiej rzeki.
I tam słyszy słowa o bardzo męskiej wymowie:

"Rób to co kochasz i nigdy nie oglądaj się za ludźmi."

Pięć krzyków wodnych dalej:

"Niczego nie doświadczysz tak jakbyś chciała, niż jak wtedy, gdy będziesz sama."

Deszcz ustał, ale tylko w formie spływających myśli. Dee już była pewna swego.
Czas na Tate Britain.

czwartek, 16 lipca 2015

Kotek


[...]

Była noc. Pewien mężczyzna siedział sam w swoim pokoju przy biurku. Próbował znaleźć zajęcie, które nie tylko sprawiałoby mu radość, ale zajęłoby czas w nocy. Miał pewien problem, gdyż cierpiał na bezsenność. Próbował czytać, ćwiczyć, jeść coś specjalnego. Nic nie było w stanie zmusić go do snu. Położył się więc do łóżka z nadzieją, że zaśnie. Zgasił światło. Zamknął oczy. Chwilę wcześniej zostawił otwarte drzwi do pokoju.
Tej nocy był sam w domu. Nie podejrzewał, że coś mogłoby zakłócić mu spokój, gdyż mieszkał w bardzo cichej okolicy. Miał jedynie małego kotka, który nie śpiąc mógł coś narozrabiać. Mężczyzna był przyzwyczajony do zabaw kota i nie przeszkadzało mu jego zachowanie. Niestety tym razem łoskot dochodzący zza drzwi pokoju był większy, niż kocie drapanie po kanapie. Cisza została brutalnie przerwana. Tym gorzej dla kogoś, kto cierpi na bezsenność. Mężczyzna wstał z łóżka, nie zapalił światła, ale wyszedł w ciemności z pokoju. Szukał wzrokiem w korytarzu swojego przyjaciela. Nie znalazł go. Serce mężczyzny zaczęło teraz bić szybciej. Jeśli nie kot narobił hałasu to kto inny? Zaniepokojony sytuacją szukał dalej swojego kotka mając nadzieję, że to jednak on okaże się winowajcą dziwnych dźwięków. Oczywiście w budzącym się w nim strachu, nie wpadł na pomysł, aby zapalić światło. Bacznie obserwował cały przedpokój. Wydawało mu się, że już sam zaczyna widzieć jak kot, gdyż patrzy na wszystko w ciemności i udaje mu się rozpoznawać poszczególne kształty mebli i innych rzeczy w domu. Schylił się mocniej do podłogi. Nadal nie znalazł swojego kotka. Za to zobaczył z bliska czyjeś.. nogi. Podniósł wzrok, ale blask kociego spojrzenia bijący z oczu postaci stojącej przed nim, oślepił go natychmiastowo. Podniósł się z kolan i stanął przed tajemniczą postacią. Uczuł, że jego biodra zostają objęte czymś miłym w dotyku. Czymś bardzo lekkim i puchatym. Jakby był to koci ogon. Wysoka postać nie uciekła przed panem domu. Stała przed nim i wyraźnie wiedziała, po co się tu znalazła. Mężczyzna oślepiany przez postać również nie miał jak uciec. Po jego plecach przeszły dreszcze. W końcu tajemnicza postać wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny. Mężczyzna poczuł, jak po jego ramieniu przechodzi lekkie drapanie paznokci. Ośmielona postać, widząc zerową reakcję domownika, popchnęła go w stronę jego sypialni. Położyła mężczyznę do łóżka i chwilę potem położyła się obok. Kiedy przyjemnie mruczała mu nad uchem, po raz pierwszy od długiego czasu - mężczyzna zasnął w spokoju i w pełni zrelaksowany. A gdy rano obudził się sam, ale wypoczęty, przypomniał sobie, że kota na noc wypuścił na dwór.

Sobiepanie..

Zastanawiam się czy warto przenieść opowiadanie od NIEZNAJOMEJ na tego bloga.

Nigdy nie zapomina się opowiadań o Panu leczącym niedoskonałości.

Sobiepan.

Ugryź jabłko.

Spojrzenie, oczy, palec wskazujący. Dzień, Noc.
Drugie spojrzenie, obrót, odstąpienie. Dzień Noc.
Krok dalej, krok bliżej. Dzień Noc.
Unik spojrzenia, może jakieś zaskoczenie?
Pomóc? - Tak chętnie, pomóż mi.
Dzień Noc.
Wszystko leci z rąk.
Jedząc śniadanie, spożywając obiad.
Po ciemku, bez okien dookoła.
Nie mogę dalej zjeść. Zniknął mój apetyt.
Czuję niesmak. Gorzkość.
Jestem jędzą.

Świeże włosy.
Pod nimi głowa pełna myśli.
Pełnia inteligencji toczona w przekonaniu niewiedzy.
Wmawiana inteligencja.
Może zwykłe podszywanie się.
Może tylko taki sen.
Rajski sen.
Gdzie świeże włosy, sukienka i ta inteligencja.
Może jestem po prostu jędzą?

A może chcesz pomocy?
- Tak zawsze. Pomóż mi.
Może nie jestem jędzą.
Jestem o Taką Kobietą.

Miliony słów,
Miliardy niezmarnowanych chwil,
Które w pełni są uzasadnione.
I znowu krok lub spojrzenie.

Niby wszystko na wyciągnięcie ręki,
Ale to zawsze ja jestem pierwsza,
Chociaż potem dowiaduję się czego innego.
Że przecież taka Kobieta,
A taka zawsze pierwsza.

Ciągle coś tu nie pasuje.
I ciągle jest nie wiem.
I stale pociągam konsekwencje,
Tych łatwych decyzji.

A chcę pomocy, tej rzeczywistej,
Niech ktoś decyduje za mnie,
Byle odnaleźć swoje nie wiem,
W świecie zamienionym w racje.

Tak zaczyna się właśnie
To wszystko ukochane.
Bo nie lubię słowa miłość.
Ona chyba nie istnieje.
Istnieją uczucia, których też nie lubię.
Zbite pionki i nowi wojownicy.
I nowe to wszystko nieprzegrane.
Ale jak dla kogo?

Granic sto, dwieście. Nawet trzysta.
Bo nic nie obiecuję.
Bo bywam jędzą. Znudzoną jędzą.
Bo mam duże wymagania.
Bo może jędza to jak księżniczka?

Mam talent. Ale nie ten z TV.
Mam talent. Cofam ludzi w rozwoju.
Nie robię tego specjalnie.
Ale tak właśnie robię.
W sumie czasami nawet przyjemne,
A czasami gorzkie,
Ale nie dla mnie,
Bo jestem jędzą.

Ale jędza to też kobieta.
I kobieta jędzą zatem może być.
Bo siła to kobieta.
I w tej sile siedzi całe ugryzione jabłko.

niedziela, 12 lipca 2015

1 rok akademicki

Pierwszy dzień - bosko
Drugi dzień - nadal bosko
Trzeci dzień - pierwsza wejściówka z chemii - mniej bosko
Siódmy dzień - pierwszy tydzień, ale zleciało
Dzień trzydziesty - już miesiąc, może pora gdzieś wyjść?
Dzień czterdziesty - nie za często wychodzę?
Dzień niezliczony - zbliża się sesja, upiekę ciastka
Dzień niezliczony przed sesją - jest czas
Dzień policzony (3 dni do sesji) - mamo, gdzie jesteś?

I tak było przed pierwszą sesją w pierwszy rok akademicki, który na szczęście prawie przeżyłam. Są wakacje. Ale nie dla każdego studenta wakacje oznaczają koniec roku akademickiego.

Każdy uprzedzał. Chłopie, matura? Zobaczysz jak pójdziesz na studia, co to sesja.
Nie powiem, że nie mieli racji, skoro wywiozła mnie karetka dzień przed egzaminem z fizyki. Do tej pory serdecznie pozdrawiam ratowników, którzy nie wzięli noszy i ciągnęli mnie pod pachami po śniegu.

Akurat jeden jedyny dzień tej zimy w którym było tak naprawdę zimno i śniegu prawie po kolana.

Kochani!
Studia są wspaniałe!

Nie, to nie żaden reżim, że kazali mi tak mówić i zachwalać.
Po pierwszym roku:
Czuję, że coś przeżyłam, czuję że coś zrobiłam, a wakacje to już nie jak zabijanie nudy w poprzednie lata, ale urlop, pisane dużymi literami URLOP.

Praca w laboratorium, stanie godzinami, amoniak pod powiekami, toluen w zatokach, kwasy na spodniach, czy wrażenie otrzymania Felix Felicis w postaci płynnego złota, który ze złotem nie miał nic wspólnego, a jedynie z jodkiem ołowiu z dodatkiem ukrytego kadmu - wszystko bezcenne.

A bardziej cenne niż owe piękne 'bezcenne' - własny dorobek w laboratorium (dodatkowa praca).

Satysfakcja, wrażenia powagi sytuacji.

Ale i czas wolny. Nowe miasto, nowe mieszkania, nowe możliwości!
Fitness w ogromnym klubie, joga na otwartym powietrzu, czy maraton dla rolkarzy.
Zakupy w wielkich halach i 15 kg na plusie przez brak odporności i wyżerający stres.

Moja politechnika.
Moje wspomnienia.
Jest świetnie!
Brzmi amatorsko.
Brzmi dziwacznie.
Skoro tyle złego, to co dobrego?
A no doświadczenie, wieczna przygoda, zdobywanie końca każdego dnia jak szlacheckiego tytułu.

Imprezy?
Czasami,
Można? - Oczywiście, że można.
Kocham tańczyć. A tańczących mężczyzn coraz mniej...

Samodzielność? Tak, ale są takie aniołki ze starszych roczników, które zawsze Ci pomogą.
Wprowadzenie? Tylko z nimi.
Obóz? Karpicko.
Styl i obraz studenckiego życia?
Obóz, imprezy PP, WOŚP, POA, Juwenalia i inne..

Tu nie ma miejsca na zatrzymanie, na rozczulanie.
Ale zawsze jest miejsce na 'naukę do białego rana' i zabawę do porannego WFu.

Wspomnienia?
Nie do opisania.
Marzenia?
Tak! Do zrealizowania!

Tylko trzeba włożyć siebie pomiędzy ciasne otwory zamków do kolejnych drzwi laboratoriów.




wtorek, 18 listopada 2014

Pierogi Orkiszowe

Studenckie przyśpiewki rozbawiają mnie tym bardziej - im dłużej ich słucham.
Bo życie to nie jest bajka..
Coraz bardziej to zdanie zakorzenia się w mojej podświadomości.
Czas dla siebie, jednej rodziny, drugiej rodziny, przyjaciół i znajomych. Brzmi wręcz nierealnie na chwilę obecną.
A kiedy był jeszcze wrzesień i bawiłam się tylko matematyką w godzinach popołudniowych, nocą oraz nad ranem..
Lepiłam pierogi.


Orkiszowe Pierogi

Składniki:
  • 1 szklanka mąki orkiszowej 
  • łyżka oleju rzepakowego
  • gorąca woda (ale nie wrząca)
Przygotowanie:

Połączyć mąkę z olejem a następnie dodać tyle wody, aby ciasto mączne zabrało wystarczającą jego ilość. Ciasto ma być plastyczne.
Odłożyć ciasto pod ściereczką na około pół godziny, aby mogło dobrze "przyjąć wodę". Dzięki temu będzie łatwiejsze do wałkowania i nie będzie się rwać.
Po tym czasie podzielić ciasto na kilka części i jedną z nich wziąć do rozwałkowania. Resztę chować pod ściereczką, aby nie obeschło.
Ciasto rozwałkować, wykrajać szklanką kółka. Na każde z wyciętych kółek ciasta nakładać farsz i zlepiać na pierogi. Najprościej zlepiać za pomocą widelca lub foremki do pierogów. 
Można również zawijać końce warkoczykiem :).

Przykładowy farsz:
  • Ziemniaki (wybierać mało wodniste)
  • Twarożek naturalny
  • Sól
  • Pieprz
  • Cebula
  • Olej rzepakowy rafinowany / masło klarowane
Ziemniaki ugotować dzień wcześniej z dodatkiem soli. Dodać w proporcjach 1;1 twarogu, podsmażoną na oleju lub maśle drobno posiekaną cebulę oraz pieprz do smaku. Farsz przełożyć do miski, którą przykrywamy folią aluminiową / spożywczą. Włożyć do lodówki na noc. Od rana łatwiej będzie formować kulki farszu do pierogów.

Jeżeli chcecie się czymś podzielić, piszcie w komentarzu. Smacznego!